Recenzja – Paweł Freebird Michaliszyn – Radio Centrum

Ta nota była dłuższa, ale właśnie ją skracam. Za dużo słów, które i tak nie oddadzą magii tego wydawnictwa. Jakiś czas temu, żaliłem się przyjacielowi Muzzemu (jeśli ktoś nie wie kto zacz, informuję, to Paweł Muzzy Mikosz), że tak niewiele dzieje się na polskiej scenie muzycznej. Muzzy rzucił mi wtedy, dzieje się chopie, dzieje się. Dziś już chyba wiem, co mu w głowie grało.
W lipcu tego roku wybrałem się do Mirachowa na festiwal organizowany przez Krzysia Meldera. Pojawić tam się miał na scenie projekt Janka Gałacha – Tribute To The Allman Brothers Band. Byłem, widziałem i słyszałem. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat ,stałem oniemiały przed rodzimymi artystami. Tak bardzo chciałem wtedy, aby usłyszeć to mogli sami muzycy Allman Brothers. Chylę pokornie czoła przed wszystkimi, którzy wyszli tego wieczoru na scenę. Zmierzyć się z twórczością ABB to jak wejść na Mont Everest. To, że Jan Gałach genialnym skrzypkiem jest powtarzam od zawsze, ale tu nie tylko o rzeczone skrzypce chodzi. Aby tak grać i To grać , trzeba mieć własną wizję całości. Wielką sztuką jest powtórzyć na scenie allmanowskie monumenty. Niewielu to się udało vide Great Caesar’s Ghost. Jednak zrobić to po swojemu, nie kastrując jednocześnie muzyki Braci to już muzyczny Panteon. W Mirachowie ten niepowtarzalny allmanowski hołd przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i dotyczy to wszystkich muzyków. Gałach wizjoner i wirtuoz to już oczywista sprawa. Potrafił do tego zebrać muzyków wybitnych a z takimi muzykami można już na sam kraniec oceanu. Leży oto przede mną płyta Jan Gałach Band. Fizyczne nawiązanie do tego co słyszałem w Mirachowie. Tak mi się wydawało. Przecudna okładka, słuchaczom bardziej świadomym, powie wszystko. Przyjrzyjcie się jej uważnie. To przecież część całego dzieła. Jest naturalnym dopełnieniem muzyki i jest też furtką do Niej. Ta gałachowska jawi mi się jako coś absolutnie oryginalnego, oczywistego i wyjątkowego. Jedno nie wyklucza drugiego.

 

In The Studio – tak zatytułowano ten album. W Studio, a większość tego materiału brzmi tak , jakby nagrywano to na setkę na koncercie. Brawa za produkcję. Uzyskano piękne pastelowe brzmienie. Płytę wydaje we wrześniu polski oddział firmy Warner. Przyzwyczaiłem się już w ostatnich latach do plastikowego bełkotu zalewającego polski rynek przez wielkie firmy. A tu proszę, ktoś z decydentów usłyszał prawdziwie. Ta płyta nie zawiera muzyki dla bluesowych czy rockowych ortodoksów, a przecież pokochać ją powinni wszyscy. Jest w tych dźwiękach cała rockowa, bluesowa i jazzowa mistyka minionych lat. Majstersztykiem jest zaczerpnąć pełnymi garściami z wszystkich muzycznych kolorów, zebrać całość w jeden tygiel i nadać temu własny, natychmiast rozpoznawalny rys. Wychodzi na to, że mamy do czynienia z autentycznym, polskim jambandem (wybaczcie mi ten skrót myślowy). Nie sposób mówić o tym albumie, nie przytaczając jego muzycznych korzeni. Pojęcia nie mam czego słuchają na co dzień muzycy Jan Gałach Band, ale jak słyszę, muszą słuchać dużo i wszystkiego po trosze. Wiem za to z całą pewnością, w którą stronę patrzy dusza Gałacha. Niech was nie zwiedzie ta słodka mina. To muzyczny zabójca. Doskonale wie co robi i jaki ma przed sobą cel. Z premedytacją ciągnie i zespół i słuchacza w rejony, w których czuje się najbardziej komfortowo. Tak więc drogi słuchaczu, to że trafisz tu na allmanowskie falowanie pojmiesz w momencie, gdy zobaczysz samą okładkę. Muzyka utwierdzi cię jedynie w tym przekonaniu. „Cytrynówka” mogłaby się znaleźć na Brothers And Sisters czy Shades of Two Words i byłaby ozdobą tych płyt. Wyobraźcie sobie , że Duane Allman, Derek Trucks czy Warren Haynes zamieniają gitarę na skrzypce. Efekt jest porażający.

 

Jan Gałach Band to monolit. W końcu to Ich muzyka, Ich dźwięki, Ich emocje zaklęto w ten srebrny krążek. Dziewięć kompozycji spięto fantastyczną klamrą. Otwarcie i zamknięcie albumu to jedna piękna opowieść. Bez dłużyzn i zbędnego komplikowania , muzyka w naturalny sposób układa się w piękną całość. Echa Derek Trucks Band, Planet of The Abts (posłuchajcie uważnie Hyde), Mahavishnu Orchestra, SBB czy Laboratorium czytelne są aż nadto. To komplement a nie zarzut. Fantastyczny, niezwykle oszczędny śpiew Karoliny Cygonek jest jak wisienka na tym smakowitym torcie. Znakomicie wypada Maciek Balcar wychodząc poza dżemowe ramy. In The Studio nie ma słabych momentów; próbowałem je znaleźć, ot tak dla równowagi , wierzcie mi. Geniusz skrzypiec podniósł poprzeczkę wysoko, bardzo wysoko. Na In The Studio w muzycznej ciszy ale też i w muzycznym szaleństwie jest harmonia; jest myśl. Jest pomysł. Zastanawiam się w jaki sposób muzycy tę całość okiełznali i nadali jej taką a nie inną formę. Przecież ja tu słyszę również to coś, czego Jan Gałach i klawiszowiec Borys Sawaszkiewicz z racji swego wieku, nie mieli prawa słyszeć. Tak więc uznać muszę ten album za boży dopust. Talent, Wyobraźnia, Intelekt oraz brak stylistycznych ograniczeń czynią z In The Studio dzieło ponadczasowe. O tym jak gra Jan Gałach pisać nie będę. Nie potrafię. Trzeba usłyszeć bo i tak ci, którzy nie słyszeli, pewnie nie zechcą mi uwierzyć.

Paweł Freebird Michaliszyn
Wieczór Nie Tylko Rockowy
Radio Centrum Kalisz 106,4 FM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *